Nie muszę być aktorką – rozmowa z Anną Nowak-Ibisz

ibisz4Umawiamy się w środowe popołudnie w Kurze Domowej. Mimo wczesnej wiosny na dworze jest pochmurno – ale kiedy do lokalu wchodzi Pani Ania, nastrój od razu się zmienia, robi się jaśniej, pogodniej. Uśmiechnięta, w boskiej, zielonej neonowej kurtce wygląda świeżo i wspaniale. I zaczynamy fascynującą rozmowę…

Kiedy pracuję…

Dorota Oyrzanowska: Bardzo dziękuję, że w natłoku codziennych obowiązków znalazła Pani czas na rozmowę. Zacznijmy tak: jak wygląda Pani dzień pracy, a jak dzień wolny?

Anna Nowak-Ibisz: Jest zasadnicza różnica pomiędzy moim dniem pracy a dniem wolnym. Dzień wolny jest wtedy, kiedy pracuję w domu (śmiech). A w dzień pracy pracuję i w domu, i w pracy. W domu ogarniam dziecko, jego zajęcia, szkołę, do tego pralkę, zmywarkę, zakupy i gotowanie. Chociaż nie ukrywam, że jak już nie daję rady, to korzystam choćby z oferty lunchowej takich miejsc, w jakim obecnie się znajdujemy. Tutaj jem, pracuję i pędzę dalej. Dzień w pracy wygląda przeważnie tak: zaczynamy dzień zdjęciowy o godzinie 9-10 i również rano, ale już następnego dnia wychodzimy ze studia. Wtedy problemem nie jest to, co mówię, tylko to, jak wyglądam (śmiech).

DO: Tęskni Pani do aktorstwa i pracy poza Polską?

ANI: Pracowałam w serialu niemieckim przez osiemnaście lat. Dostałam się do obsady zaraz po studiach, w czasach, kiedy praktycznie nikt nie wyjeżdżał za granicę, a zdobycie wizy graniczyło z cudem. Jako jedna z nielicznych polskich aktorek mówiłam po niemiecku. Wszyscy uczyli się francuskiego i angielskiego, bo przecież nasze drogi prowadziły tylko i wyłącznie do Hollywood, a nikt nie wybierał się nach Berlin (śmiech). Szczęśliwie w liceum im. Adama Mickiewicza w Warszawie miałam rozszerzony niemiecki. Przydał się. Najlepiej wypadłam na castingu, ale myślę, że nie zdecydował o tym mój wygląd (śmiech). Jestem dosyć charakterystyczna, tyle że w Niemczech byłam cudem na tle niemieckich aktorek. To jest ich kara za wojnę – Niemcy nie mają pięknych kobiet (śmiech). Grałam w serialu uwodzicielkę, taką famme fatale… Natomiast od momentu, w którym urodził się mój syn Vincent, gra w serialu niemieckim stała się dla mnie zbyt uciążliwa. Osiemnaście lat na walizkach, małe dziecko – powiedziałam: stop i wróciłam do Polski na stałe.

ibisz1DO: Oglądając program Pani Gadżet, odnoszę wrażenie, że to dla Pani nie tylko praca, ale i doskonała zabawa. Opowiada Pani o prezentowanych rzeczach z niekłamanym entuzjazmem. To naprawdę wciąga!

ANI: Uwielbiam prowadzić ten program. Mam ogromną dowolność co do sposobu przedstawiania przedmiotów. Samodzielnie odkrywam gadżety i bardzo często przekonuję się o ich przydatności.

DO: Z jakim najdziwniejszym przedmiotem spotkała się Pani na planie programu?

ANI: Może nie jest to najdziwniejsza rzecz, ale bardzo przydatna. Wielbię człowieka, który wymyślił dla swojej żony lampkę do torebki reagującą na dotyk. Nie mógł znieść tego, że jego żona spędza tak dużo czasu na szukaniu rzeczy w torebce. Obecnie sama posiadam trzy lampki do torebki – podwieszaną, dotykową i taką, którą trzeba nacisnąć. Natomiast czasem trafiają do nas absurdalne przedmioty, ale takie odrzucamy. Jak przychodzi absurd sponsorowany, to od razu widać po mojej minie, że niekoniecznie chcę o nim opowiadać.

DO: A jaki jest Pani ulubiony gadżet?

ANI: Mam swój ulubiony gadżet, choć chyba w studio nigdy go nie pokazałam. Jest to nóż do ostryg. Można nim zrobić dokładnie wszystko. Fantastycznie rozdziela klocki Lego, idealnie zdrapuje gumę do żucia przylepioną do wszelkiego rodzaju powierzchni. Nóż ten nie ma ostrych krawędzi, więc był również pierwszym nożem mojego dziecka. Kiedy ginie nam ten nóż, wpadamy z synem w panikę.

ibisz5DO: Wiem, że czynnie uczestniczy Pani w różnych akcjach charytatywnych. Co Panią najbardziej porusza?

ANI: Jeżeli tylko czas mi na to pozwala, rzeczywiście biorę udział w akcjach charytatywnych. Najbardziej poruszają mnie hospicja dziecięce, chwile, w których rodzic musi pożegnać się z dzieckiem, a dziecko wie, że za moment już go tu nie będzie. Porusza mnie również los starszych ludzi, których nie stać na godne życie. Porusza mnie niesprawiedliwość społeczna, a przede wszystkim brak miłości rodzica do dziecka. Nie potrafię sobie tego nawet wyobrazić, a przecież niestety są takie rodziny.

Kiedy odpoczywam i marzę

DO: Życie to energia, a energia to pasja. Czy poza pracą znajduje Pani czas na swoje pasje? Jakie?

ANI: Praca jest moją główną pasją. Lubię to, co robię, aczkolwiek ukochałam sobie zawód aktorski. Kocham teatr, grę w teatrze. Od dziecka lubiłam też pisać i fotografować, robiłam zdjęcia na imprezach rodzinnych. Teraz jednak jestem tak wyczerpana, że po prostu nie daję rady się temu poświęcać. Wychowywanie dziecka też jest poniekąd moją pasją, tak jak joga, podróże czy nurkowanie. Mam tych pasji trochę i myślę, że zdołam jeszcze do nich wszystkich powrócić.

DO: A znajduje Pani czas na to, żeby usiąść z książką, poczytać?

ANI: Jestem na etapie książek, które czytam z moim synem. Obecnie pochłaniamy Przygody Mikołajka, oczarowała nas ta seria. Jeżeli chodzi o chwilę z książką dla mnie, to ostatnio mam niestety „syndrom zestrzelonej czapli”, czyli czytam dwa – trzy zdania i zasypiam. Ale uwielbiam książki o innych kobietach, ich przygodach, życiu.

DO: Jakie cechy ceni Pani w kobietach najbardziej?

ANI: Lubię silne kobiety, które potrafią walczyć o siebie i swoje szczęście. Wydaje mi się też, że kobiety są bardziej empatyczne od mężczyzn. Myślę, że my będąc u władzy, nie prowadziłybyśmy wojen, bo w naturze mamy to, że dajemy życie, a nie je odbieramy. Chyba że chodzi o życie naszych dzieci, wtedy nie ma przebacz. Poza tym kobiety są po prostu ciekawsze od mężczyzn. A nasze polskie kobiety są dodatkowo piękne.

ibisz3DO: A propos piękna – gdzie Pani zdaniem można je znaleźć na co dzień?

ANI: Szukam piękna wszędzie, potrzebuję go do życia. Doceniam piękne chwile, przedmioty, ludzi, widoki. Tego szukania piękna w świecie uczę również mojego syna, chcę, by potrafił zachwycać się każdym dniem. Bardzo ważne jest to, czym się otaczamy. Nie jesteś tylko tym, co jesz, ale również tym, co tworzy twoją przestrzeń, co do siebie przyciągasz. Coraz bardziej podobają mi się również piękni, zadowoleni z życia starsi ludzie. Tacy, których w Polsce jest niestety jak na lekarstwo. Piękna jest również włoska rodzina – głośna i kochająca. Miłość jest najpiękniejsza.

Kiedy jestem matką

DO: W jednym z Pani wywiadów przeczytałam bardzo piękne, urzekające prawdą zdanie: Dla Vincenta jestem w stanie usunąć się w cień, zmienić wszystkie priorytety, ale ja też jestem ważna. Dlaczego? Bo on będzie na mnie patrzył, będzie patrzył, co w swoim życiu robię. Wynika z tego, że dla syna znajduje Pani w sobie siłę i nie ma dla Pani rzeczy niemożliwych.

ANI: To prawda. Dla Vincenta jestem w stanie być silna. To on daje mi tę siłę i bardzo się z tego cieszę. Vincent jest dla mnie pępkiem świata. Urodzenie dziecka w późnym wieku daje absolutną świadomość cudu i zarazem świadomość tego, że mógł mnie on w życiu ominąć.  Wiem, że czas spędzony z nim jest bezcenny, nie tylko dla niego ale przede wszystkim dla mnie.

DO: Jaki jest Vincent? Jak zmienił Pani życie?

ANI: Vincent ma osiem lat. Jest energiczny i bardzo wrażliwy. Wywrócił moje życie do góry nogami. Obecnie zrezygnowaliśmy z używania wszelkich mediów. Nie targujemy się już o programy telewizyjne czy komputer. Zawsze bardzo dużo ze sobą rozmawialiśmy, wiem o tym, co go cieszy i martwi a także, co go poruszyło w szkole. Teraz rozmawiamy jeszcze więcej, choć trudno to sobie wyobrazić u dwóch takich gaduł jak my. Dobrze jest wyznaczać dziecku granice i być konsekwentnym, wtedy ono czuje się bezpiecznie. Musi to być jednak mądra konsekwencja, a nie  bezsensowny, rodzicielski upór. Mamy sztamę nie do rozerwania – tak mówią o nas nasi bliscy znajomi.

DO: A co Vincent lubi najbardziej?

ANI: Uwielbia piłkę nożną, gra w klubie PKS Radość. Poza tym trenuje tenis,  jeździ konno, pływa i gra w koszykówkę w szkole. Kiedy go obserwuję, nie da się ukryć, że jest to również dziecko artystyczne, ma geny  aktorskie, jest bardzo dobrym i uważnym obserwatorem. Konkursy recytatorskie są jego. Sam prosi mnie, abym go na nie zapisywała. Szybko uczy się tekstów i pięknie je interpretuje. W V Warszawskim konkursie recytatorskim zajął trzecie miejsce w pierwszej i w drugiej klasie. Ale póki co piłka nożna jest dla niego najważniejsza.

DO: Dziękuję za rozmowę…

facebook google twitter instagram youtube