Andrzej Danek – niezwykły człowiek, artysta, producent

Ambasador Szkoły Musicalowej B&B przy Teatrze Capitol. Absolwent Wydziału Wokalnego na City University of New York, producent muzyczny, autor piosenek i utalentowany klawiszowiec. 

Pandemia sprawiła, że po wielu owocnych latach pracy muzycznej na Broadwayu, przyjechał do Polski. Na ten moment planuje tu zostać – komponować, grać i realizować nowe pomysły.

fot. Zuza Woińska

Beauty Mission – Andrzej, jaka jest Twoja historia?

Andrzej Danek – Moja historia jest związana z muzyką. Zaczęła się w momencie pójścia do szkoły muzycznej we Wrocławiu, gdzie uczęszczałem do klasy fortepianu.  Kolejnym krokiem, z perspektywy czasu przełomowym,  były warsztaty jazzowe w warszawskiej szkole muzycznej przy ulicy Bednarskiej, podczas których poznałem Geralda Trottmana. Genialny muzyk mieszkający wtedy w Nowym Jorku. Był dla mnie wielką inspiracją i tak naprawdę, to właśnie on utwierdził mnie w przekonaniu, że wyjazd do Stanów, o którym już wcześniej myślałem, to dobry pomysł. I tak też po kilku latach dostałem się na studia muzyczne w Nowym Jorku (kierunek: wokalistyka jazzowa), później zacząłem pracę jako kompozytor w agencji reklamowej i w Teatrze na Broadwayu, założyłem wytwórnię muzyczną, która cały czas świetnie prosperuje. Dziś jestem w Polsce i staram się tu kontynuować moją przygodę, lecz oczywiście nie wyklucza to realizacji projektów w Stanach Zjednoczonych. 

Zawsze wiedziałeś, co chcesz w życiu robić i którą ścieżką podążać?

Nigdy nie byłem przekonany jak moje życie powinno wyglądać kiedy dorosnę. Wytyczałem pewne cele, miałem marzenia i zgodnie z założeniami wszystko realizowałem. Przy czym ta realizacja była i jest bardzo przyjemna. W życiu muzyka, cały czas jest się w procesie, koniec jednego projektu powoduje rozpoczęcie kolejnego. I początkowo nawet nie byłem świadomy, że szkoła muzyczna czy wcześniej wspomniane warsztaty, są przygotowaniem do mojego docelowego zawodu. W szczególności, że wychowałem się w rodzinie urzędniczo-wojskowej, więc moi rodzice to tak zwane umysły ścisłe. I chyba sami też nie myśleli, że moje wieczorne zajęcia tak bardzo mnie zainspirują i zaowocują zawodem jakim jest muzyk. A jednak, moje losy potoczyły się właśnie w tę artystyczną stronę. Natomiast zabawne jest to, że ja o sobie jako o artyście zacząłem myśleć dopiero niedawno.

Robisz to, co kochasz?

Zdecydowanie tak. Wszystko oczywiście zakiełkowało dzięki mojej mamie, która chciała mi zapewnić wszechstronną edukację. Natomiast dalsza droga potoczyła się dość intuicyjnie. Chociaż był jeden skok w bok – dostałem się na Politechnikę Wrocławską (kierunek fizyka), lecz ostatecznie wybrałem muzykę i wyleciałem do Nowego Jorku.

fot. Zuza Woińska

Polska edukacja muzyczna jest lepsza lub gorsza od edukacji oferowanej w USA?

Trudno jest odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie. Oba te systemy mają swoje plusy i minusy. Warto podkreślić, że w Polsce państwowa edukacja muzyczna jest nieodpłatna, co w Stanach dla moich przyjaciół było wielkim zaskoczeniem. Ponadto ogromną uwagę przywiązuje się do teorii, za co jestem ogromnie wdzięczny – po kilu latach szkoły podstawowej oraz liceum muzycznego studia nie pokazały mi nic nowego, czego wcześniej nie przerobiłbym w tym zakresie. Natomiast nauka w Stanach pokazała mi, że autentyczność oraz bycie tu i teraz jest największą wartością w byciu artystą. Chciałbym, aby te dwa światy połączyły się, aby ta wyuczona teoria, która jest doskonała i niepodważalna miała też swojego ducha.

A nie uważasz, że Ameryka bardziej przygotowuje do zawodu muzyka, natomiast Polska jest lepsza w teorii?

Po części się z tym zgodzę. W Ameryce jest więcej miejsc pracy dla artystów. Zdobyte doświadczenie na wielu różnych stanowiskach może pomóc zgromadzić praktyczną wiedzę. A tej nie dałoby się wynieść ze szkoły. Stany to taki przyspieszony kurs przygotowawczy, natomiast kiedy już znajdziesz w Polsce pracę jako muzyk, możesz zarobić tyle, co w Ameryce albo i więcej, nominalnie w przeliczeniu na dolary.

To jest dobra informacja dla muzyków pracujących w Polsce.

Tak, to prawda. W Stanach, dopiero gdy osiągniesz status znanej osoby lub współpracujesz z gwiazdą, masz szanse na dobre zarobki. Polska daje możliwość zarabiania godnych pieniędzy jako muzyk niszowy, etatowy.

To jest ciekawy temat jaki poruszasz. W Polsce cały czas działa pojęcie American Dream. Każdy postrzega Amerykę jako trampolinę do sukcesu, ale faktycznie wielu artystów wraca bez Świętego Grala zza Oceanu.

Polscy muzycy są rewelacyjni, doceniani zarówno w Stanach, jak i na świecie. Powiedzenie: „Dobre jak na Polskę” już się przedawniło. Teraz Polska jest światem – zanikają granice. Świat stał się globalną wioską, a bariera kilometrów nie jest przeszkodą, teraz wszystko odbywa się zdalnie.

A w jaki sposób Ty pracujesz? Przyjechałeś do Polski podczas pandemii. Jak działają Twoje projekty. Co teraz robisz?

Na początku pandemii założyłem wytwórnię muzyczną w Stanach. Prowadzę ją razem ze wspólnikiem, który ma rozległe kontakty z młodymi wykonawcami. Mamy wielu ciekawych artystów pod naszymi skrzydłami. Jednym z nich jest chłopak, który gra główną rolę w spektaklu MJ na Broadwayu. Doszliśmy do porozumienia ze wspólnikiem, że ja będę pracował zdalnie i tak oto, od 2 lat, nasza działalność dalej się rozwija. Ponadto współpracuję z wieloma artystami w Polsce takimi jak: Kuba Badach, Andrzej Piaseczny, Nick Sinckler, Ania Szarmach, Piotr Żaczek, Marcin Wasilewski. W tym roku skomponowałem muzykę do Friends a New Musical, który będzie miał premierę 25 września 2022 w Teatrze Capitol, na który serdecznie wszystkich zapraszam.

Co byś powiedział młodym osobom, które nie mają wsparcia w rodzinie, a chcą rozwijać karierę muzyczną?

Myślę, że to musi być bardzo trudne, kiedy nie mamy wsparcia w najbliższych. Wtedy ciężko jest nabrać pewności siebie i kreować świat. Wydaje mi się, że najważniejsze to, aby mimo wszystko spełniać swoje marzenia i być sobą. Z tym przekonaniem też walczyć o swój rozwój muzyczny, nie zważając na opinie innych. Artyści mają w sobie ogromną siłę regeneracji, sami poddają się ocenie, a później, nawet pod wpływem krytyki, rosną jeszcze silniejsi. Jeśli jesteś do tego stworzony, to nic Cię nie złamie, tylko zbuduje. A muzyka daje ogromną siłę. Ze swojego doświadczenia wiem, że tworzenie przynosi radość nieporównywalną z niczym innym. Niedawno nagrywałem muzykę z Piotrem Żaczkiem, doświadczenie tej współpracy było właśnie tym, o czym mówię. To były momenty czystej kreatywności. I obaj jesteśmy przekonani, że już wygraliśmy – stworzyliśmy coś, co doskonale zapełnia ciszę. Ta radość tworzenia jest bezcenna.

Wspomniałeś, że pracujesz nad musicalem z młodymi osobami. Czy zdajesz sobie sprawę jak duży wkład masz w życie tej młodzieży?

Zdaję sobie sprawę z tego, że ludzie tworzący Friends a New Musical są jak rodzina i każda osoba, to kluczowy element układanki, bez którego nigdy nie powstałaby kompletna całość. A młodzież, z którą współpracuję jest niepowtarzalna i bardzo zdolna. Ponadto jestem pod wielkim wrażeniem, że w tak młodym wieku ci ludzie poświęcają tyle swojego wolnego czasu, żeby przyjść na próby. Z perspektywy dzisiejszej młodzieży, można powiedzieć, że idą pod prąd. Wybierają muzykę, co mnie uskrzydla. Prawie codziennie patrzę jak dzięki niej zwyciężają siebie, jak pokonują swoje słabości. To jest ten zbiór momentów, który nas określa. To jest to, o czym mówi Piotr Żaczek, my jesteśmy wygranymi, bo próbujemy, bo chcemy.

Niezależnie od rezultatu. Ja widzę właśnie to. To mnie zachwyca i daje siłę na realizację dalszych projektów.

Twój dorobek jest imponujący a pozostałeś skromny. To jest niesamowite.

Nie miałbym żadnego dorobku, gdyby nie wsparcie bliskich mi ludzi i długa seria szczęśliwych przypadków. Ciężko nie być skromnym, to nie znaczy że nie jestem pewny siebie.

fot. Zuza Woińska

Co lub kto Cię inspiruje?

Kiedyś wokaliści byli moją główną inspiracją. Słuchałem różnej muzyki, a wokal to był mój konik. Potem zauważyłem, że zaczęły mnie inspirować osoby z mojego środowiska, a teraz zawężam ten krąg do najbliższych mi osób jak moi rodzice. Duży wpływ ma na mnie również młodzież, z którą współpracuję. Widzę, że oni też żyją muzyką i to daje mi dodatkową motywację do działania.  

Andrzej, a zdradzisz nam coś czego nie mówiłeś jeszcze w żadnym wywiadzie?

Brałem udział w pewnym projekcie, który wywarł na mnie ogromne wrażenie. Wraz z młodzieżą z zakładów karnych w Nowym Jorku tworzyliśmy chór. Samo wejście do ośrodka było traumatyczne. Na początku trzeba było zostawić wszystko – nie tylko ostre przedmioty, ale też telefon. Szliśmy długim korytarzem, przechodziliśmy przez kolejne zaryglowane drzwi, aby dojść do sali gimnastycznej, gdzie czekali na nas młodzi ludzie po wyrokach. Wszyscy ubrani byli w ten sam sposób i mieli buty na rzepy. Na ich zaciśniętych twarzach było mnóstwo żalu i złości. Już po kilku zajęciach muzycznych można było zauważyć w nich niezwykłą przemianę. Muzyka łagodzi obyczaje, otwiera dusze i serca. Na koncercie zamykającym wszyscy płakaliśmy. Targały nami niesamowite emocje. Ten projekt pokazał mi, że jest nadzieja. Zobaczyłem, jak ważne jest uwrażliwianie młodych ludzi i jak wielki wpływ możemy na nich mieć. To było naprawdę mocne.

Lecz mam też zupełnie inne doświadczenie. Pracowałem też w szkole, w której uczyły się dzieci najbogatszych Amerykanów. Wszystkie lekcje prowadzone były indywidualnie. Z pozoru może się wydawać, że te dzieci miały wszystko, a prawda jest taka, że niekiedy miały one większe problemy niż młodzież w zakładzie karnym. Uczyłem tam przedmiotu, który nazywał się Budowanie pewności siebie poprzez muzykę.  Niektórzy śpiewali, inni tworzyli beaty. To był zupełnie inny poziom współpracy, ale oba te doświadczenia były czymś, czego nigdy nie zapomnę.

Masz w sobie tyle dobrych emocji. Znajdujesz to, co w życiu jest ważne. Dziękujemy za to i za miłą rozmowę.

fot. Zuza Woińska
fot. Zuza Woińska

Polecane artykuły

Mężczyzna

Bruksizm podstępnie niszczy zęby

Nawykowe zgrzytanie zębami, o którym zazwyczaj nie mamy pojęcia to sposób na rozładowanie emocji kumulujących się w organizmie. Chorujemy nieświadomie, bo nasz organizm rozładowuje napięcie w trakcie snu. Bruksizm to fachowa nazwa na mimowolne zaciskanie