Oblicza Polskiego Street Artu / Niebieski Robi Kreski

nrk3Świat nasz smutny nie jest na tyle bizarro, żeby sztuka rosła na drzewach – rozmowa z surrealistą, artystą ulicy i mistrzem improwizacji Igorem Rudzińskim AKA Niebieski Robi Kreski.
Dorota Oyrzanowska: Jesteś znany z ciekawej, często kontrowersyjnej kreski. Jak to się stało, że malujesz? 
Igor Rudziński/NiebieskiRobiKreski: Po raz pierwszy spotykam się ze stwierdzeniem, że moja kreska jest kontrowersyjna, ale może coś w tym jest. Na pewno zawsze się starałem i zależało mi, by forma moich prac była oryginalna i jedyna w swoim rodzaju. Kiedyś, dawno temu, miałem taki okres w swojej twórczości, że celowo nie oglądałem żadnych prac innych artystów, aby rozwijać swój własny styl. Uważam, że oryginalność w twórczości to podstawa, głównie jeśli chodzi o formę. Trudno mi określić, kiedy dokładnie zacząłem malować. Od zawsze miałem silną potrzebę tworzenia, kiedyś zajmowałem się robieniem muzyki, tworzyłem bity hip-hopowe i rapowałem. Interesowałem się fotografią i filmem, jednak najbardziej wkręciłem się w graffiti, co z czasem przerodziło się w to, co robię aktualnie.
nrkDO: Jak określiłbyś swoją twórczość? Działasz w polskim street arcie,  ale też malujesz obrazy, które sprzedajesz… 
NRK: Staram się nie określać i nie nazywać tego, co robię. Nie chcę zamykać się w żadnych ścisłych ramach. Chcę być wszechstronny i próbować zmierzyć się z każdym plastycznym wyzwaniem. W trakcie mojej przygody z graffiti zacząłem również interesować się sztuką. Zainspirowany malarstwem, postanowiłem sam spróbować swoich sił w tym temacie. Spodobało mi się to na tyle, że uznałem malowanie obrazów w domowym zaciszu za bardziej odpowiednie dla mnie niż bieganie po ulicach ze spreyem i malowanie pociągów (z całym szacunkiem dla writerów). Uznałem, że jest to bardziej zgodne z moim charakterem. Jednak raz na jakiś czas duch ulicznego artysty budzi się we mnie do dziś, co pewnie czasem widać na ścianach.
DO: Muzyka pomaga Ci w pracy? 
NRK: Nie lubię pracować w ciszy. Muzyka bardzo mi pomaga, głównie wtedy, gdy maluję na dużych powierzchniach i gdy mojej pracy przygląda się liczne grono zainteresowanych. Muzyka wtedy pomaga odciąć się od otoczenia i skupić na pracy. W domu też często maluję przy muzyce, ale zdarza się również, że do malowania puszczam sobie w tle jakiś wywiad albo serial.
DO: Twój mistrz to… 
NRK: Chyba nie mam żadnych autorytetów ani idoli. Szczerze mówiąc, rzadko śledzę to, co się dzieje w street arcie i nie znam zbyt wielu artystów. Z pewnością artystą, którym zawsze się fascynowałem i fascynuję do dziś, jest Pablo Picasso.
DO: Miałeś wystawę w mobilnej wersji Zachęty. Opowiedz nam o tym projekcie coś więcej. 
NRK: Pomysł na wystawę w mobilnej wersji galerii Zachęta powstał spontanicznie. Wymyśliłem go razem z Dr Yry. Od jakiegoś czasu miałem pomysł, by zrobić wystawę moich prac w autobusie. Powiedziałem to Yremu i okazało się, że również miał podobne myśli. Jego pomysł okazał się udoskonaleniem mojego. Uznał, że nie warto robić wystawy w zwykłym autobusie, że lepiej, by się odbyła w Zachęcie na kółkach, gdyż jest taki autobus 174, który ma pętlę przy galerii, a z przodu wielki napis Zachęta. Pomysł był na tyle genialny, że nie pozostawało nic innego jak po prostu go wykonać. Relację z tego wydarzenia można obejrzeć na YouTubie.
DO: Czym jest Wiskozja? 
NRK:  Wiskozja jest to trudność oderwania myśli od raz poruszonego tematu.
DO: Bierzesz udział w różnych artystycznych przedsięwzięciach. Które z nich wywarło na Tobie największe wrażenie? 
NRK: Na pewno wydarzeniem, które szczególnie zapadło mi w pamięci, jest show świąteczny, jaki wykonałem na scenie wraz z grupą TPN25. Na scenie był stół wigilijny, ja byłem przebrany za świętego Mikołaja, zespół grał, siedząc przy stole, a ja za nimi malowałem na wielkim płótnie ilustracje do każdej piosenki, co pod koniec łączyło się w jeden wielki obraz. Miło również wspominam wystawę w ognisku artystycznym „Nowolipki”, do którego kiedyś uczęszczałem na zajęcia z rysunku. Wystawę nazwałem „Darmowe jedzenie”, a na wernisażu oprócz obrazów był stół z żarciem, była mikrofalówka, a ja przygotowywałem gościom hamburgery oraz hot dogi. Do bardziej udanych zaliczyłbym również wystawę „Justyna i przyjaciele” w Galerii Koloru oraz „POCO ilustracja vol1” w Wrocławskiej galerii POCO, we współpracy z moim serdecznym kolegą, z którym tworzymy duet muralowy: Alkiem „Lisem Kulą” Morawskim. Największe jednak wrażenie wywarła na mnie wystawa w mobilnej wersji galerii Zachęta.
DO: Niszczysz swoje obrazy, jeśli Ci się nie spodobają. Nie szkoda Ci twojej pracy? 
NRK: Zazwyczaj nie niszczę swoich prac, są to raczej sporadyczne przypadki. Zużyte płótna stoją u mnie w pokoju w kącie, może do czegoś w przyszłości się przydadzą. Jeżeli już niszczę lub wyrzucam płótno, to musi być ono naprawdę bardzo zniszczone i mieć nieodpowiednią dla mnie fakturę, jaka tworzy się podczas nakładania kilku warstw farby. Tak było w przypadku blejtramu, który zniszczyłem w filmiku na YouTubie.
DO: Łatwo rozstajesz się ze swoją twórczością, gdy obraz zmienia właściciela? 
NRK: Niełatwo, bardzo przywiązuję się do swoich obrazów i najchętniej bym się z nimi nie rozstawał. Twórczość jest moim jedynym źródłem dochodu, a fakt, że potrzebne są mi pieniądze, niestety zmusza mnie do rozstawania się z obrazami. 
nrk1DO: Czy to prawda, że masz również swoją kolekcję ubrań? Skąd ten pomysł? 
NRK: Nie posiadam własnej kolekcji ubrań, wszystkie wzory mojego autorstwa, które są na ubraniach, zrobiłem na zlecenie dla innych firm odzieżowych. Nie ukrywam jednak, że w przyszłości chciałbym mieć swoją kolekcję od początku do końca zaprojektowaną wyłącznie przeze mnie.
DO: Masz swoich wiernych fanów? 
NRK: Tak.
DO: Czy Pani Kredka do nich należy? Kim ona jest? 
NRK: Jest to dawny pseudonim mojej przyjaciółki oraz świetnej ilustratorki Pauliny Mitek, z którą często współpracuję. Dlaczego nazywała siebie kiedyś Panią Kredką, należałoby zapytać jej osobiście. Myślę, że to ma związek z Panią Kredką z programu dla dzieci „Ciuchcia” emitowanego dawno temu.
DO: Jakie masz marzenia? 
NRK: To tajemna tajemnica.
DO: I w końcu – dlaczego Niebieski Robi Kreski? 
NRK: Słowo „Niebieski” pod moim adresem wypowiedziane zostało po raz pierwszy przez moją koleżankę Balbinę, która nie znając mojego imienia, tak się do mnie zwracała. Z racji tego, że uwielbiam kolor błękitny, również taką kolorystyką inspirowałem się w sklepach z odzieżą. Prawdopodobnie niebieskawy klimat mojego ubioru mógł zasugerować jej to określenie.niebieski robi kreski

Polecane artykuły

body boom
Gadżety

Jak się bezpiecznie opalić bez słońca?

Złota opalenizna to obiekt pożądania dla wielu osób. Nie musisz jednak wylegiwać się na słońcu i narażać na szkodliwe działanie promieniowania UV, aby uzyskać efekt skóry muśniętej słońcem. Sprawdź, jak

saute czyli nagie piekno twarz dziewczyny w czerwonym berecie
Kobieta

Saute – czyli nagie piękno

Naturalność jest w cenie! Nieskazitelna cera, wewnętrzny blask, młodzieńcza energia bez nałożonych instagramowych filtrów to ideał, do którego dąży coraz więcej świadomych kobiet. Wzorem do naśladowania są Francuzki, które słyną z naturalnego piękna.